indziej. Rozpamiętywał jedno zdanie Badacza Łańcuchów:

– Naprawdę śliczna.
– Mam tutaj mały kłopot.
spodoba. W razie jakichkolwiek problemów, proszę dać mi
głosem.
na niej dziewczynę. – Tak mi jej żal. A jeszcze parę godzin temu myślałam,
jak niegdyś do ich matki. I bez tego już wystarczająco wiele
Łzy znowu zaszkliły się w jej oczach. Miała ochotę dotknąć dziecka,
ROZDZIAŁ SIEDEMDZIESIĄTY
JEDNA DLA PIĘCIU 81
Co wcale nie znaczyło, że mu się to podoba. Czując, że nie może już
– I myślisz, że mógłbyś z nią pracować?
JEDNA DLA PIĘCIU 97
Popatrzył na synów i zauważył, że najstarszy patrzy
bardzo wdzięczny.

I nagle zrozumiał, że znalazł swoją drugą połowę. To właśnie jej brakowało mu do szczęścia. Właśnie jej - dziel¬nej, niezależnej, spontanicznej, bosej, dziko upartej. Właśnie jej - wrażliwej, oddanej Henry'emu, kruszącej pancerz, jaki otaczał jego poranione serce.

krzesła.
Był mordercą pracującym dla CIA. Potworem, we- dług słów Clarka
– Podobasz mi się – powtórzył głupawo.

przyznał obrzuciwszy ją szybkim, taksującym spoJEDNA

- Odtąd Henry będzie miał najlepszą opiekę - powie¬dział przez zaciśnięte zęby, patrząc na odwróconą Tammy.
Na wspomnienie wrednego i jadowitego zachowania dotychczasowej przyjaciółki jeszcze mocniej zacisnął zęby. Podczas kolacji zniechęciła go do siebie całkowicie. Miała nadzieję na wspólnie spędzoną noc, ale wykręcił się zmę¬czeniem po podróży.
Cóż to była za kolacja! Suflet z łososia, kurczak w ma¬ladze, tarta pigwowa, a na deser absolutnie niebiańskie be¬zy, dosłownie rozpływające się w ustach. Tammy nigdy nie próbowała takich pyszności. Tak przyrządzonego kurczaka mogłaby jeść nawet co wieczór i nieprędko by się jej znudził.

Miała nadzieję, że nie będzie już musiała chodzić do lekarza.

Zapadła cisza. Mark nadal nie wychodził z pokoju, tylko wpatrywał się w Tammy tak dziwnym wzrokiem, że aż za¬częła się rumienić. Spuściła oczy. Bezpieczniej było patrzeć na swoje bose stopy i wystrzępione nogawki dżinsów. Mil¬czenie zdawało się ciągnąć w nieskończoność.
- Jutro też jest dzień - powiedziała ciepło. - Pochyl się nade mną...
- To jeszcze o niczym nie świadczy - stwierdził chłodno Gołąb Podróżnik.